RSS
niedziela, 29 sierpnia 2010
Rozwody na emeryturze

W Japonii można rozwieść się w pięć minut. Dosłownie. Jeśli obie strony dojdą same do porozumienia, to idą do urzędu i tam składają wypełniony i podpisany wniosek. I już są rozwiedzieni. Nie jestem pewna czy tak samo można załatwić sprawę jeśli mają dzieci. Oczywiście jeśli nie mogą sami dojść do porozumienia idą do sądu.

Jednym z problemów społecznych Japonii są rozwody na emeryturze. Sama znam dwie osoby, których rodzice rozwiedli się po tym, jak mąż przeszedł na emeryturę. Pisałam kiedyś o tym jak wygląda praca w Japonii. Pracujący wychodzi codziennie wcześnie rano i wraca nocą. Z tego powodu, właściwie może pracować tylko jeden rodzic. Najczęściej mężczyzna. W praktyce więc ten mąż jest prawie cały czas nieobecny. I nagle mąż przechodzi na emeryturę i jest cały czas w domu.
Rozmawialiśmy z mężem o prawdopodobnych powodach takich rozwodów. Może małżonkowie odkrywają wtedy, że tak naprawdę to wcale się już nie znają? Poza tym, mąż nic nie robi w domu, bo przyzwyczajony jest, że to żona pracuje w domu czyli prasuje, pierze, gotuje i podaje do stołu. A ona zgadzała się usługiwać mężowi w weekendy ale codziennie to już nie.

 

Smutny tydzień

Ten tydzień upłynął nam głównie na ceremoniach pogrzebowych. Zmarła babcia Takashiego. Za niecałe dwa miesiące skończyłaby 91 lat. Wszystkim życzę tak długiego albo dłuższego życia.

Japoński pogrzeb wygląda inaczej niż u nas. Kiedyś może opiszę.

sobota, 21 sierpnia 2010
Sprawa biustonosza

Mówi się, że co kraj to obyczaj. To prawda. Okazuje się, że w Japonii za bardziej seksowne uznaje się odsłanianie okolic biustu niż nóg. Zaczęło się lato, gorąco jak w piekle, więc często pomykam w podkoszulku na ramiączkach. Ale patrzę i nieczęsto widzę tu tak ubrane kobiety. Z pytaniem na ustach wyruszam do mamy Takashiego. Ona mówi mi, że po pierwsze, Japonki unikają słońca, bo wiedzą, że pod jego wpływem skóra szybciej się starzeje. Po drugie, im bielsza skóra tym tu uznawana za piękniejszą. Po trzecie, często mają nieładne ramiona (szczególnie te starsze) i nie chcą ich pokazywać. Ale mówi, że młode Japonki a i owszem chodzą w takich podkoszulkach. OK. Uznałam, że temat wyczerpany. Ale któregoś dnia moja starszej daty nauczycielka jogi mówi mi, że wyglądam seksownie. W dalszej rozmowie okazało się, że wg niej pokazywanie nagich ramion przez Japończyków uważane jest za bardzo sexy! Pokazywanie nóg, nawet bardzo krótkie spódniczki mniej sexy. Nie mówię o jakimś podkoszulku z dużym dekoltem, a o zwykłym najbardziej klasycznym z klasycznych. Bądź tu mądry. Poruszyłam ten temat z jeszcze kilkoma osobami. Zrozumiałam z tego tyle, że są osoby, które uważają podkoszulki za zwykłą część garderoby i są takie, które myślą, że to seksowne. Ale coś w tym jest. Teraz zrozumiałam skąd tu ta obsesja, żeby za wszelką cenę ukrywać szelki od biustonosza. Nie może być ich widać. Nie mogą wychodzić z za bluzki. Bez problemu można tu kupić więc przeźroczyste szelki silikonowe do biustonosza.

Sprawy można się domyślić patrząc na ludowe stroje. Polskie gorsety pokazujące piersi i japońskie kilkuwarstwowe kimona odsłaniające tylko głowę, dłonie, i stopy.
Ale mężczyźni też nie mogą tu pokazywać za dużo. Poza plażą, nie widziałam tu jeszcze publicznie nagiego torsu.

PS. Podkoszulki nie sprawdzają się tu dla nas latem (lipiec-sierpień) w ciągu dnia. Mam mniej odporną skórę na tak mocne słońce. Od razu jestem czerwona.

Tagi: Japonia tabu
16:43, wishida
Link Komentarze (4) »
Oddycham pełną parą (wodną)

Pogoda w Japonii jest dużo bardziej stała niż w Polsce. Jak jest lato to wiadomo, że cały czas będzie ponad 30 stopni. Od jakichś 3 miesięcy sweter potrzebny jest tylko do zbytnio ochłodzonych sklepów. U nas ciagle lato w pełni - więc od poczatku lipca codziennie temperatura przekracza 30 stopni. Jak pada deszcz jest gorzej, bo nie ochładza się tylko jeszcze wzrasta wilgotność. Ten deszcz chyba po prostu od razu paruje. Jestem tym latem już zmęczona. No, ale takie tu jest lato.
Mówią, że po świętach Obon, zazwyczaj temperatura stopniowo zaczyna się zmniejszać. Nie w tym roku. Ostatnio mamy po 36 st. w dzień a 32 w nocy. No ale koniec o pogodzie.

Yumie była wczoraj z nowiną, że jej chłopak zaczął się do niej odzywać. Po kilkumiesięcznej ciszy wyszedł nagle z inicjatywą, by przyjechała do Stanów i urodziła dziecko w Stanach. W 8. miesiącu ciąży. No, ale może dobrze, że się w końcu trochę poczuł odpowiedzialny. Stanęło na tym, że to on przyjedzie tutaj przed porodem.

Tydzień temu w niedzielę byliśmy na grilu. Zorganizwała je moja koleżanka Yumi poznana w przedszkolu. Utworzyła się nam tam taka paczuszka znajomych z 5 dziewczyn: Yumi, Tomoko, Megumi, Miyuki i ja. Zawsze spotykamy się razem. Tym razem zaproszeni byli również mężowie. Dziwnie było, bo kobiety siedziały osobno, mężczyźni osobno. Może dlatego, że często japońscy mężczyźni są tacy nieśmiali? Zapytałam o powód. Powiedziały, że jakby nie było dzieci, to pewnie wszyscy razem by siedzieli. A, dzieci przeszkadzają w rozmowie, więc niech kobiety się nimi zajmą (ostatnie zdanie to mój sarkastyczny domysł). Ale nie zawsze tu tak jest. Spotkania w grupie starych przyjaciół mojego męża wyglądają tak, że wszyscy razem siedzimy i mężczyźni chyba nawet więcej zajmują się dziećmi.

piątek, 13 sierpnia 2010
Tajfun i Obon

Zaczyna się pora, gdy Japonię odwiedzają tajfuny. Kilka dni temu tajfun Yongo przechodził obok Kyushu (na szczęście obok) w stronę Korei. Wiało wtedy bardzo.

Dziś zaczęły się święta Obon (13-16 sierpnia). To śwtęta zmarłych. Według dawnych wierzeń japońskich (dziś chyba mało kto naprawdę w to wierzy) duchy zmarłych odwiedzają wtedy domostwo (przychodzą 13go, wracają 16go). Na domowych ołtarzykach Japończycy składają wtedy jarskie przysmaki. Wszyscy wtedy generalnie wracają w swoje rodzinne strony, by pokłonić się przed ołtarzykiem, zapalić kadzidełko i tak przywitać się z duchami przodków.
Dla dzisiejszego Japończyka to święto ma raczej charakter po prostu rodzinny. Powrót do domu rodzinnego. Ale nie zapominają o ołtarzyku.

Odbywają się też pokazy tańca obon. Tańcerze (kobiety z dziećmi) przedstawiają ten tradycyjny taniec w domach, w których ktoś w ostatnim roku zmarł. Zapytani o znaczenie tego tańca Japończycy uważali, że tańcem zapraszają duchy zmarłych do powrotu lub ułatwiają im powrót. Słyszałam też od kogoś, że to jest rozrywka dla dusz.

Ale biorąc pod uwagę statyczny, powolny taniec zastanawiałam się czy pierwotnie nie było tak, że to te wracające dusze 'pożyczają' ciała tańczących. Ciekawe jaka jest geneza. Może kiedyś to sprawdzę.

Tagi: Obon Tajfun
17:09, wishida
Link Komentarze (1) »
sobota, 07 sierpnia 2010
7.08.2010 towarzyskie spotkania

Ten tydzień upłynął mi na towarzyskich spotkaniach.
We wtorek przyjechała do nas Vera i Kazu z córeczką Haną. Kazu jest odległym kuzynem Takashiego ze strony mamy. Tak naprawdę nie przepływa nimi nawet ta sama krew, bo to kuzyn ze strony drugiej żony dziadka. A to pierwsza była biologiczną mamą mojej teściowej. Ale mama utrzymuje z nimi kontakt od zawsze. Ta rodzina od dawna zajmuje się produkcją zielonej herbaty i jest z tego bardzo dumna. Z tego powodu gdy pewnego dnia Kazu oznajmił im, że chce się ożenić z Verą ze Słowenii, wyrazili duży sprzeciw. Mama powiedziała mi, że najprawdopodobniej marzyli o tym, by Kazu ożenił się z dziewczyną z arystokratycznej japońskiej rodziny. Ale w końcu zaakceptowali jego wybór. Nie znam szczegółów życia Very w tym domu, ale wiem, że nie jest jej łatwo. Podobno najtrudniej z babcią i mamą męża. Pamiętam, że mama wsponinała mi, że babcia krytykowała duży nos Very, a mama Kazu sposób w jaki zwraca się do babci (w Japonii starsi ludzie są bardzo respektowani). A Vera mówi świetnie po japońsku (ukończyła studia japonistyczne) i stara się jak może. Jest bardzo miłą osobą, myślę, że nie mogli lepiej trafić. A jednak nie są zadowoleni. Na szczęście Vera i Kazu wynajęli mieszkanie - chociaż wieczorem Vera może ochłonąć. Codziennie musi pojawiać się w sklepie z herbatą, który jest obok ich domu, bo to tradycja rodzinna (żona zawsze przy mężu). Szkoda, że mieszkają tak daleko (2 godziny autostradą w jedną stronę). Spotykamy się średnio raz na pół roku.

Środę zawsze mam zarezerwowaną dla Ming i Mai, ale Ming napisała mi maila, że Maja dostała gorączki i nie mogą przyjść.

Co czwartek przychodzi do mnie Yumie. Poznałam ją w piekarni, gdzie sprzedaje. Zaskoczył mnie jej bardzo dobry angielski i otwartość. Generalnie Japończycy mówią kiepsko po angielsku albo w ogóle. A do nieznajomych odnoszą się z rezerwą. Zawieranie przyjaźni trwa tu dużo dłużej niż w Polsce. Wróciłam do domu i powiedziałam Takashiemu, że poznałam taką Japonkę, ale jakoś za bardzo otwartą. On powiedział, że może mieszkała za granicą? I rzeczywiście - przy następnej wizycie w piekarni zapytałam ją o to. Okazało się, że mieszkała i studiowała 3 lata w Australii. Ale teraz wiem, że to nie było tylko to. Teraz znamy się dużo lepiej i wiem, że to też jej charakter. Może dziwnie to zabrzmi, ale czasem wydaje mi się, że jestem bardziej japońska od Yumie, a ona bardziej europejska ode mnie. Jakieś predyspozycje charakteru. W każdym razie Yumie jest teraz w ciąży. Z czarnym Amerykaninem, pracownikiem floty amerykańskiej (w Japonii jest kilka baz wojska USA).  Niestety jej chłopak jak się dowiedział o ciąży to uciekł. Przestał się do niej odzywać na 3 miesiące. 40. letni facet. Więc Yumie prawie całą ciążę spędziła samotnie (do porodu zostało 2 miesiące). Jest bardzo dzielna. Podziwiam ją i nie mogę się doczekać spotkania z jej córeczką. Wiem, że się martwi o to jak przyjmie to społeczeństwo. Mieszkamy na japońskiej wsi. Samotne matki są w ogóle w Japonii bardzo rzadkim zjawiskiem, a tu jeszcze mieszane dziecko panny. Ja zupełnie tego nie rozumiem, ale podobno niestety tak to wygląda.

W piątki chodzę na jogę, więc staram się nikogo nie zapraszać, ale rano wybrałam się z Witusiem do przedszkola, bo dawno nie byliśmy. Latem jest mi niezmiernie trudno się tam wybrać. Od 8 rano do 17 słońce jest bardzo mocne. Od razu robię się czerwona. Więc 30 minutowy spacer do przedszkola to koszmar. Rowerem jest lepiej, bo szybciej, ale to droga pod górę, więc dojeżdżam do przedszkola cała mokra. Ale pojechaliśmy rowerem. Spotkałam kilka znajomych osób, Wito się wybawił.

Dziś, w sobotę przyszła do mnie Sawako z Koharu. Mąż Sawako jest Australijczykiem, poznaliśmy się w tym przedszkolu właśnie. W marcu przeprowadzili się do Japonii z Australii. Koharu ma 2 latka, zielone oczy i jasnobrązowe włosy. Nie wiem jak to możliwe, ale nie widzę w niej nic azjatyckiego. A mówi się, że te azjatyckie geny takie mocne.
Okazało się, że Sawako nie dała rady mieszkać w Australii. Była tak zestresowana, że się rozchorowała. Postanowili się przeprowadzić do Japonii. Teraz mieszkają u rodziców Sawako, ale nie są z tego powodu zadowoleni. Szukają więc czegoś do wynajęcia. Sawako powiedziała mi, że jej ojciec cały czas faszeruje małą słodyczami. Nawet gdy mu mówi, żeby tego nie robił. I teraz mała Koharu codziennie się domaga 'chokoreto' albo 'ice'. Ah, ci dziadkowie.

 

niedziela, 01 sierpnia 2010
Hanabi

W poprzednią niedzielę był pokaz sztucznych ogni (jap. hanabi). To stała atrakcja lata w Japonii. Każde miasto ma swój dzień hanabi. Na miejsce pokazu przybywają wtedy tłumy. Kobiety i mężczyźni zwyczajowo ubierają się wtedy w yukatę (yukata to letnie, bawełniane kimono). Niestety mężczyźni coraz rzadziej.
Mamy szczęście, że balkon naszego mieszkania wychodzi na stronę gdzie odbywa się pokaz. Zaprosiliśmy więc rodziców i siostrę Takashiego z mężem do siebie. Po kolacji, przy drinku na balkonie chłonęliśmy piękne widoki sztucznych ogni. Pokaz trwał godzinę.
Niestety mam teraz dość kiepski aparat - nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć.

 

 

04:03, wishida
Link Komentarze (2) »
Yakushima - jeszcze więcej zdjęć