RSS
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Reklama po japońsku

Niedługo będą wybory do senatu. Z tej okazji wzrósł poziom hałasu w naszym mieszkaniu. To coś czego prawie nie ma w Polsce (po ulicach Warszawy grasował swego czasu samochód jednej restauracji). Ustna reklama z samochodu nadawana przez megafon. Bardzo głośno. Obecnie często muszę więc wysłuchiwać obietnic partyjnych i podziękowań dla wyborców. Szczególnie przeszkadza mi to wtedy, gdy właśnie zaśnie mój synek, a obudzi go zaraz taki megafon. Poza wyborami słychać tylko czasem jak ktoś sprzedaje pieczone ziemniaki czy tofu z samochodu i śpiewnie oznajmia o tym okolicy przez megafon. To dużo przyjemniejsze.

Ostatnio jest chłodniej. 26-28 stopni. Niby 2, 3 stopnie mniej, ale czuję się dużo lepiej. Od 2 dni pada prawie non-stop.

Japońskie przedszkole

Ostatnio codziennie z kimś się spotykam, więc trochę brakuje mi czasu na pisanie (oglądanie mistrzostw świata piłki nożnej też mi go trochę zabiera ;). Aż sama się dziwię, że w ciągu kilku miesięcy udało mi się zaprzyjaźnić z tyloma osobami.

Dwa razy w tygodniu staram się chodzić z synkiem do przedszkola. Mamy tu darmowe przedszkole dla dzieci od urodzenia do 3 lat (powyżej 3 lat dzieci chodzą już do zerówki).
Miasto udostępnia salę z zabawkami i 3 paniami przedszkolankami, a dzieci przychodzą z którymś z rodziców (zazwyczaj z mamą). Przedszkolanki czuwają tylko nad generalnym porządkiem i organizują różne zabawy. Nad bezpieczeństwem dziecka czuwa jego rodzic. Przedszkole takie jest otwarte od poniedziałku do piątku, od 10 do 14.

Jest to świetna sprawa. Poznałam tam kilka fajnych osób a i Witomir (mój synek) ma okazję by się wyszaleć i obyć z innymi dziećmi. To również dla mnie okazja do obserwacji jak inne osoby traktują swoje dzieci. Zanim urodziłam Witusia nie przyszło mi do głowy, że tyle można dowiedzieć się o osobie obserwując jak obchodzi się ze swoim dzieckiem, co do niego mówi.

Generalnie, Japonki dobrze traktują swoje dzieci  - piszę to z ulgą, a ktoś kto czytał mojego bloga od początku, wie dlaczego. Z mniej drastycznych uchybień - wydaje mi się, że zbyt wiele im zakazują. Dzieci cały czas słyszą, że czegoś nie wolno. Z drugiej strony, bardzo rzadko zdarza mi się słyszeć, żeby ktoś podnosił głos na dziecko (nie mówiąc o klapsie, tego jeszcze tu nie widziałam).

niedziela, 27 czerwca 2010
Praca w Japonii

Japończycy pracują bardzo starannie. Czasem wydaje mi się, że pracowitość jest tu cechą uznawaną za najważniejszą, najlepszą. Nie będę pisać o pracy w firmie, bo znane są wszystkim przypadki przepracowania na smierć Japończyków. Zresztą to skomplikowany temat, bo są też głosy, że owszem Japończycy pracują od rana do nocy, ale nie oznacza to, że pracują efektywniej niż ktoś w Europie pracujący 'tylko' 9-17. Ale rzeczywiście jest tak, że przeciętny pracownik biura wychodzi z domu miedzy 6-8 a wraca 20-22. Codziennie. Znajomy męża pracujący w biurze powiedział mi kiedyś, że swoje dzieci widzi tylko jak śpią, no i w weekend.

I to jest według mnie główny powód dla którego większość kobiet tutaj nie pracuje. Bo co by się stało z dziećmi gdyby obydwoje rodziców wychodziło codziennie tak wcześnie rano i wracało do domu w nocy? A kto i kiedy posprząta, ugotuje, wypierze? Zwyczajem jest więc, że kobieta po studiach pracuje w firmie, ale jak tylko wyjdzie za mąż, rezygnuje z pracy. I tu zaczyna się błędne koło. Ponieważ większość tak robi, firmy nie inwestują w kobiecych pracownikow, nie awansują ich itd. myśląc, że przecież i tak zaraz zrezygnuje z pracy. I to oczywiście uderza w kobiety, które np. nie chcą mieć dzieci, chcą pracować w firmie, robić karierę itp.

Co się dzieje więc z kobietami jak już urodzą dzieci? Zazwyczaj do 3. roku życia dziecka opiekują się nim w domu i wykonują wszystkie inne prace domowe, a gdy dziecko idzie do przedszkola niektóre zaczynają pracować na pół etatu albo etat imając się prac nie wymagających zostawania po godzinach, np. na kasie w sklepie.

Ale wracając do rzetelnej pracy Japończyków - często jestem pod wrażeniem. Dziś na przykład, przywieziono  lodówkę, którą kupiliśmy przez internet (okazalo się, że ta, którą kupiliśmy jesienią jest za mała szczególnie latem, gdy wszystko trzeba od razu chować do zimna). Rano dostałam telefon ze sklepu z pytaniem czy to możliwe, by zmienić godziny dostarczenia, bo nie mają dzis żadnej innej pracy (była niedziela, zamówiliśmy dostawę między 12 a 18). Odpowiedziałam, że możliwe jest od godziny 12. Za pięć 12 zadzwonił dzwonek u drzwi. Wszedł pan (oczywiście ściągnąwszy wcześniej buty) i zapytał gdzie będzie stała lodówka. Wyszedł i za chwilę rozłożył koc w przedpokoju, na którym wciągneli lodówkę do kuchni (koc po to, by nie porysować nam podłogi), ściągneli pudło, styropiany, wszystkie taśmy, poprosili byśmy sprawdzili, czy lodówka nie jest uszkodzona, ustawili ją tam gdzie chcieliśmy. Na koniec poprosili o podpis na kartce, że nie mamy obiekcji co do transportu (tzn. nie obili nam ściany w mieszkaniu, niczego nie porysowali) i o zapłatę (wybraliśmy opcję zapłaty przy odbiorze). Wszystkie pudła i steropiany zniknęły jak za dotknięciem różdżki razem z panami.
To nie byla jakaś szczególna obsługa. To tutaj standard.

środa, 23 czerwca 2010
Piękna skóra Japonek

Być może właśnie odkryłam sekret pięknej skóry Japonek. Wczoraj byłam w sklepie z kosmetykami i coś tam sobie oglądałam gdy podeszła do mnie sprzedawczyni. Zapytałam ją do czego służy jeden z kosmetyków. Zaprowadziła mnie do stołu, wyciągnęła broszury i zaczęła mi tłumaczyć. Wtedy dowiedziałam się, że w Japonii są nie trzy, ale cztery etapy dbania o skórę. Po etapie oczyszczenia (najpierw płynem do demakijażu potem wodą i preparatem do mycia (lub mydłem)) następuje etap 'nyueki' czyli przygotowania skóry do lepszego wchłonięcia toniku i kremu. Nyueki pisze się dwoma znakami. Pierwszy oznacza mleko, a drugi płyn. Czyli mleczko. Ale nie jest to, jak podejrzewałam, mleczko do demakijażu. To mleczko wciera się w skórę za pomocą wacika, a ona staje się miękka i tym samym (podobno) lepiej potem wchłania tonik i krem.
A może w Europie też już wszyscy dbają o skórę czteroetapowo i tylko ja zostałam w tyle?
Bo jak zapytałam o to męża (który o skórę dba zazwyczaj jednoetapowo) to powiedział, że o terminie 'nyueki' słyszał już dawno..

Młody ryż

 

16:28, wishida
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 czerwca 2010
Pranie które nie schnie

W ciągu kilku dni zrobiło się rzeczywiście bardzo wilgotno. To tak jakby wszędzie była darmowa sauna. W domu wszystko co z papieru lub materiału jest lekko wilgotne - gazeta jest miękka w dotyku, otwarta książka szybko przybrała falisty kształt, pranie nie dosycha.
Człowiek jest mokry właściwie cały czas. Łatwo o pleśń a jedzenie zostawione poza lodówką psuje sie w mgnieniu oka (w ciągu niecałej doby).
Japończycy często rozpoczynają rozmowę od pogody. Dziś rano w sklepiku rybnym, w którym zawsze kupuję właściciel przywitał mnie 'atsui desune..' ('gorąco, prawda')

Widzę, że otaczającym nas owadom (a tych w Japonii mnóstwo, większości wcześniej nie znałam!) wilgoć i ciepło służą - są coraz większe. Wiecie, że w Japonii karaluchy są wielkości pudełka od zapałek, mają twarde skorupy i potrafią latać?

wtorek, 15 czerwca 2010
Sadzenie ryżu

Co roku w okolicach 10. czerwca w naszej okolicy rolnicy sadzą ryż. Najpierw nawadnia się pola i wyglądają wtedy jak baseny. Potem maszyna sadzi w nich sadzonki (dawniej sadzono ręcznie). Pięknie wyglądają takie pola. Spróbuję zrobić więcej zdjęć. Na takich nawodnionych polach mieszkają stada żab. Wieczorami u teściów koncertom nie ma końca.

 

Nawodnione pola ryżowe (przed sadzeniem)

Chleb się udał

Zapomniałam napisać, że chleb świetnie się udał. Nie wygląda może najsmaczniej i skórka jest bardzo gruba, ale smakuje wyśmienicie. Jest kwaśny i żytni. Przypomina mi chleb, który piekła moja babcia. Aż sama nie mogę uwierzyć, że to pierwszy mój w życiu zakwas i chleb na zakwasie.

niedziela, 13 czerwca 2010
Pora deszczowa - tsuyu

Wczoraj Centralne Biuro Prognozy Pogody podało informację, że zaczęła się właśnie pora deszczowa. W nocy padało, a rano przywitał nas miły chłodzik. W mieszkaniu było 'tylko' 25 stopni. W dzień temperatura wzrosła do 27 stopni, to zaledwie kilka stopni mniej niż podczas ostatnich tygodni, ale czułam się zupełnie inaczej. Jestem pełna podziwu dla możliwości przystosowawczych mojego ciała. W Polsce nigdy nie powiedziałabym chyba, że 25 stopni to chłodzik.
Pora deszczowa w Japonii trwa zazwyczaj ok. miesiąca. Moja koleżanka Yumie powiedziała, że będzie okropnie. Całymi dniami ma padać, ma być gorąco i wilgotno.

Yumie poznałam w piekarni. Pracuje tam za ladą. Zaskoczyła mnie świetną angielszczyzną i otwartością podczas pierwszej rozmowy. Może jutro napiszę o niej więcej, bo już po północy.

Po deszczu

sobota, 12 czerwca 2010
Gorące-zimne lato w Japonii

Wczoraj w południe temperatura w mieszkaniu osiągnęła 31 stopni. Zastanawiałam się przez chwilę czy nasz termometr nie oszalał z gorąca, ale ten przyniesiony zza okna również po chwili tyle pokazał.

Dziś pojechałam rowerem z synkiem do sklepu i wyszłam po kilku sekundach. Było przeraźliwie zimno! Klimatyzacja była chyba ustawiona na zero stopni (może przesadzam, ale czułam się jakbym weszła do lodówki). Jeśli tak będzie wszędzie to będziemy musieli zabierać z sobą swetry i szaliki. Albo latem po zakupy wysyłać tatę ;)

 

 
1 , 2