RSS
sobota, 24 grudnia 2011
Śnieg na Kyushu!

Właśnie sypie śnieg! Niestety od razu się topi, ale to i tak bardzo rzadki widok u nas. A Witomir akurat śpi (jeszcze nie widział śniegu).

Zrobiłam przed chwilą uszka z grzybami i w ogóle pochwalę się, że jestem już przygotowana na dzisiejszy wieczór ;)

Nie będzie 12 dań, o nie, ale będzie barszcz z uszkami (buraki wyhodowaliśmy na grządce), makaron z prawdziwkami, sałatka jarzynowa, chlebuś z mąką żytnią (to tu egzotyka), łazanki z bakaliami i makiem (białym, bo niebieskiego nie dostałam), piernik tradycyjny i pierniczki w kształcie samolotu, statku, samochodu, pociągu i skutera (robiliśmy razem z Wito).

Jestem z siebie zadowolona, bo udało mi się dobrze zorganizować (co dla mnie, z dwójką dzieci  jest ostatnio nie lada wyczynem ;)

Wesołych i smacznych Świąt wszystkim życzę!

poniedziałek, 19 grudnia 2011
Miesiąc Christmass party

Wciąż zaskakuje mnie to, że teraz zaczęły kwitnąć róże i kamelie, a na rabatach bratki, pelargonie i cyklameny. Jest przecież środek zimy! To przypomina mi o tym, że mieszkam jednak w ciepłym kraju. Chłód w domu o tym nie przypomina ;) (temperatury są prawie takie same jak na zewnątrz, pierwszej zimy mierzyłam, rano w sypialni miewaliśmy 5 stopni).

W grudniu liczne imprezy z okazji Bozego Narodzenia (Kurisumasu) pomagają nie myśleć czarno i bezkolizyjnie przebrnąć przez te krótkie dni (tu słońce zachodzi tuż po 17tej).

Święta to tutaj właśnie imprezy i prezenty od Mikołaja, większość Japończyków chyba nawet nie wie, że pierwotnie to Święta Narodzin Chrystusa.
Za to Nowy Rok właśnie bardziej przypomina nasze Święta Bożego Narodzenia - jest obchodzony z namaszczeniem, rodzinnie, z obowiązkową wizytą w świątyni Shinto.

Ponieważ ja stronię od wszystkich religii, nie obchodzimy Świąt jakoś bardzo dewocyjnie, ale ponieważ to tradycja mojej rodziny, staram się ją kontynuować po swojemu. Mamy choinkę, szopkę a na Wigilię zapraszamy rodziców męża i przy barszczu łamiemy się opłatkiem.

Dzięki za wszystkie komentarze. Cieszę się, że ktoś zagląda, to mnie dopinguje.

Powiedział Witomir

To chyba jego pierwsze egzystencjalne pytanie.

Mamo dokąd poszły kwiatki Higambana? (o kwiatkach na rabatach, które często mijaliśmy a które przekwitły i je sprzątnięto)

PS do poprzedniego wpisu

A propos warzyw, po polsku te nazwy brzmią tak, jakbyśmy jedli jakieś korzonki, a to tutaj po prostu zwykłe warzywa.

czwartek, 01 grudnia 2011
Początek zimy

W zeszłym tygodniu zebraliśmy ostatnie warzywa z grządki. Były to głównie różnego rodzaju papryki, ale też pomidory, bakłażany i goya (za wikipedią to po polsku przepękla ogórkowata). Wczesniej latem mielismy tez ogorki i okura (znów za wikipedią to piżmian właściwy, kto wymyśla te nazwy?!)
Jeszcze kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że na grządkach będę uprawiac takie warzywa.

Przepraszam, ze juz nie fatyguje sie polskimi znakami, ale obudzila sie Luba i pisze jedna reka (na drugiej dziecko). Postanowilam w ogole cos pisac - moze ktos tu jeszcze zaglada.

Do tej pory bylo dosc cieplo (ok. 20 stopni), ale zapowiadaja juz ochlodzenie.

Teraz na grzadce nie mam juz nic oprocz stewii, ale zima w Japonii na grzadkach rosna warzywa takie jak marchew, daikon czyli rzodkiew japońska, rzepa, wiele odmian ziemniakow i szpinak.

W ogole to kiedys pomyslalam, ze pomysl na wegetarianizm mogl tylko narodzic sie w cieplym kraju takim jak Indie, gdzie warzywa rosna przez caly rok.

Powiedział Witomir (2 lata i 8 miesiecy)

Witomir ostatnio mówi fajne rzeczy. Pomyślałam, że będę je tu pisać.

Niedawno powiedział: byłem razem z Lubą w Twoim brzuszku.

Do Luby czasem mówi: zrobię z Ciebie marmoladę! (to cytat z książki dla dzieci 'Kurcze blade').

Niedawno byłam zaskoczona też rozwojem jego wyobraźni: Mamo nie chcę już tej Luby, wyrzuć ją do kosza.